MOje dwa oblicza..

::Spis zranionych dusz::

[X] Cichy jęk zranionych dusz..
[X] Twój ślad ostatniego oddechu..

Słodko-gorzkie, ale w sumie optymistyczne podejście
W moim życiu wszystko się zmieniło. Właśnie skończył się pierwszy tydzień praktyk, z których jestem szalenie zadowolona. Atmosfera jest miła, przez 4 godziny dziennie robię naprawdę różnorodne rzeczy, poznaję nie tylko skomplikowaną bankową terminologię, ale również wiele się uczę. Odkryłam w sobie zapał do pracy. Na maxa wykorzystuję każdą możliwą okazję do nauczenia się czegoś nowego. Wczoraj pojechaliśmy na inspekcję na wieś koło Sokółki, by sprawdzić, czy klient będzie wypłacalny po zaciągnięciu kredytu. Dowiedziałam się, co to jest kwota mleczna :P Dostałam już parę, myślę, zasłużonych pochwał za solidność wykonania pracy.
Miejsce parkingowe też mam zawsze niemalże najlepsze. Wszystko dzięki ochroniarzowi, który zanim jeszcze przyjadę do banku, znajduje bezpieczne przed otarciami itp miejsce, które na mnie czeka. Czyż to nie miłe? Przy fakcie, że wcale go o to nie proszę:) Ktoregoś dnia cwaniaczek w sprytny sposób wyciągnął ode mnie nr telefonu, niby po to, żeby dać znać, kiedy zwolni się na parkingu bardziej komfortowe miejsce;)
Nawet z rodzicami się lepiej dogaduję. Z ojcem zaczęłam wreszcie rozmawiać o przyziemnych sprawach. Zawsze unikałam tego typu rozmów, gdyż z góry zakładałam, że go to nie interesuje, albo że mnie skrytykuje. Teraz zdarza się, że razem z nimi gdzieś wychodzę, choćby na spacer. Wcale nie uważam tego za obciach. Jestem dumna, że mamy ze sobą taki a nie inny kontakt. Chyba dojrzałam do pewnych spraw i zmienił się mój punkt widzenia na sprawy, z których do tej pory się śmiałam.
Poznałam wielu ludzi. Już nie muszę wyjeżdżać do Warszawy, żeby spędzać miło czas. Już nie mam przed czym uciekać. Wiem, że właśnie tu czeka na mnie jeszcze tyle pięknych chwil. Czasami jeszcze myślę o przeszłości, ale już nie ze smutkiem, że to tylko przeszłość. Uśmiecham się do siebie na wspomnienie pięknych chwil. Myślę, że już zawsze będę myślała o tym z sentymentem.
Uśmiecham się do siebie na myśli o bliskiej przyszłości. Mam tyle planów. Tyle energii, która ze mnie emanuje. To zabawne, ale.. czuję się doceniona. Wszystko, co się wokół mnie dzieje udowadnia mi, że wszystkie kompleksy i pretensje do samej siebie były bezsensowne.. Zrozumiałam, ile jestem warta i że tak naprawdę zasługuję na o wiele więcej niż mi się wcześniej wydawało.
Największą zmianą, jaką w sobie dostrzegam to większy dystans do życia. A. popędziłam, bo kilka razy nie spodobało mi się jego zachowanie. Na dzień dzisiejszy wiem, że nie ma co się łudzić, że dorosły człowiek pod wpływem uczucia może się zmienić. Z premedytacją mogę powiedzieć, że zasługuję na coś lepszego niż to, co A. mógł mi zaoferować. K. wypisuje, że za mną tęskni, choć spotkaliśmy się tylko dwa razy i to dawno temu. Nie wiem, chyba nigdy nie rozszyfruję psychiki facetów. To dziwne, że po tym, jak myślałam, że dał sobie spokój, przesyła mi takie smsy. I w tym wypadku nie pozostaje mi nic innego, jak machnąć na to ręką. I ten cholerny L., który niedługo się żeni, a ciągle się odzywa. Ten to ma tupet:/ I bezczelny J., który jest piłkarzem i uważa, że wszystko mu się należy. Ten jest z nich wszystkich najgorszy. L.(Parówa) chyba się poddał. Przestałam odpisywać, więc może póki co da mi spokój. Nadal uważam, że ma rodzinę tylko szuka kogos na boku. Zresztą.. Co mnie to obchodzi;) Sporo się dzieje.. Oj sporo.. Ale to już zamknięte rozdziały. Nadeszły inne, nowe perspektywy. Nie szukam miłości, bo jak już wielokrotnie powtarzałam, nie satysfakcjonuje mnie bycie z kimś, na kim mi nie zależy. Dlatego niczego od nikogo nie oczekuję i w pewnym sensie zostawiam sprawy naturalnemu biegowi- co ma być to i tak będzie:)
Jednak romantyzm nadal daje mi się we znaki:) Mam marzenia. Jak każdy. To normalne. Nucę kwestię Eugeni Vlasova z piosenki "Wind of hope" i wyobrażam sobie, że kiedyś ktoś mi "dośpiewa" zwrotkę Andru Donaldsa. Będę wtedy w pełni szczęśliwa... :) W swoim czasie większość marzeń będzie do spełnienia. Muszę tylko być cierpliwa:]
2006-09-09 10:34:49 skomentuj (2)




Wreszcie wygrałam
Wróciłam z Majorki, wyspy rozpusty i dziadostwa. Byłam w szoku, obserwując zachowanie napalonych facetów, którzy po 5 minutach tańca próbują Cię obmacać albo najnormalniej w świecie pytają, czy pójdziesz z nimi na plażę. Najśmieszniejszy jest ich wyraz twarzy, kiedy odmawiasz. To dla nich takie niezrozumiałe, że możesz nie mieć ochoty na bzykanie się z nowopoznanym świrem. Jestem tak zdegustowana, że chyba bardziej się nie da... Po kilku dniach przestałam się nawet kąpać w morzu, bo każdego poranka pływało tam dużo zużytych gumek.. Śmiałyśmy się z dziewczynami, że nie trzeba się z kimś przespać, żeby wrócić do domu w brzuchem..
Zawsze na wyjazdach widziałam napalonych facetów, ale zawsze miałam to szczęście, że spotykałam kogoś, z kim można było po prostu porozmawiać.. Na Majorce niestety się nie dało. Tzn. dało, ale to była strata czasu, bo wcześniej czy później czar pryskał, kiedy ujawniały się prawdziwe intencje napaleńca. Pod koniec byłam już tak zniesmaczona, że nie przebierałam w słowach, a niektórzy w połowie drogi po prostu dawali za wygraną, widząc w moich oczach wściekłość, a może i nienawiść. Do tego te straszliwe upały. Na Majorce nauczyłam się spać do 12-13. Wynikało to nie tylko ze zmęczenia nocnym życiem, ale również 45-stopniowymi upałami. Do godziny 16 wolałam w ogóle nie wychodzić z hotelu. Uczulenie przyczepiło się do mnie jak rzep do psiego ogonu. Najpierw miałam na nogach. Potem, kiedy się wygoiło, wyskoczyło na brzuchu. Kiedy i to udało mi się wygoić, kropki pojawiły się na rękach. Na szczęście wróciłam "czysta":)
Wróciłam zadowolona z siebie. Mam piękne, długie włosy, z których jestem bardzo dumna. Już się do nich przyzwyczaiłam i widzę zainteresowanie, idąc po mieście. Trudno sobie wyobrazić mnie z długimi włosami? Pewnie, że trudno. Na początku sama nie dowierzałam, patrząc w lusterko:) Słucham sobie pozytywnych piosenek, które przypominają mi wesołe chwile z Majorki i uśmiecham się sama do siebie. W sumie od ponad miesiąca bardzo dobrze się trzymam. Doły i pretensje do samej siebie zniknęły, zaczęłam jakby trzeźwiej patrzeć na życie i przede wszystkim na siebie. Przestałam na siłę uszczęśliwiać. Pogodziłam się z pewnymi sprawami. Nie mam żalu. Do nikogo i niczego. Czuję się szczęśliwa. Już nie łudzę się, że wiem, co dla mnie najlepsze, bo dopiero teraz zaczynam to dostrzegać. Nie potrzebuję faceta, żeby czuć się dobrze. Czuję się wypalona. Tylko że na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że wypalona w pozytywnym znaczeniu. Majorka uświadomiła mi wiele spraw. Kiedyś naiwnie ufałam w ludzi, w facetów, że jeśli tylko ja będę w porządku, facet również będzie w porządku. Niestety niejednokrotnie zauważyłam (nie tylko na wyspie), kiedy idąc ulicą ze swoją kobietą, skurczybyk oglądał się za mną lub inną dziewczyną. Żenada. Gdybym tylko dostrzegła, że "mój" ogląda się za kimś innym, najpierw dałabym mu w łeb, a potem powiedziała "narazie". Czuję się silniejsza. I to nie puste słowa. Gdybym tylko chciała, mogłabym zacząć odpisywać L., który pomimo mojej niechęci wciąż zawraca mi tyłek. Już nawet nie odbieram jego telefonów. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że L. ma rodzinę, tylko stara się to ukryć. Zresztą.. Co mnie to obchodzi. Niech sobie ma kogo chce. Zupełnie mnie to nie obchodzi. A. też chyba myśli, że między nami coś będzie. Niestety.. Raz się nie popisał, a ja już nie daję drugiej szansy. Raz zawiodłeś-i to jeszcze na samym początku- to już nic z Ciebie nie będzie. Pozostaje jeszcze K. Wystarczy, żebym kiwnęła palcem, a znajomość by się odświeżyła. Sęk tkwi w tym, że mi się nawet palcem nie chce kiwnąć. To chyba przez Majorkę mam póki co taki wstręt.. Ale dobrze wyszło. Dzięki temu nabrałam większego szacunku do samej siebie. Już nie myślę, nie żałuję, nie gdybam, nie proszę, nie robię z siebie idiotki. Nic na siłę. NIC.
2006-08-08 10:21:05 skomentuj (1)




Są nowiny...

Do napisania zmobilizował mnie strach, że przez swoje zaniedbanie, ci od administracji blogów dojdą do wniosku, że czas najwyższy usunąć moje zapiski. Szkoda by było, jakby nie patrzeć..

Studentka ekonomii. Ładnie, ona.. a on kradnie. Jeszcze niedawno tak odległa przyszłość stała się teraźniejszością. Czy jestem zadowolona? Chyba tak, bo nie widzę innej możliwości, w której mogłabym, się odnaleźć. A czemuż to tak? No bo biznes zawsze mnie 'pociągał'. A może wszystko przez to, że siedzi w nim połowa mojej rodziny? Nie, to byłoby niepoważne stwierdzenie, więc zostańmy przy swoim życiowym spełnieniu, które, mam nadzieję, kiedyś się ziści;)

Powoli zbliża się moment, w którym będę 'musiała' wziąść się za pisanie kolejnej pracy na konkurs. A nóż widelec znów się uda.

W niedzielę minie 9 miesięcy od kiedy jestem z moją największą miłością-J. Mój najdłuższy związek przed J-em trwał o około 4 miesiące krócej, tak więc wydaje mi się, że brzmi obiecująco. Zresztą.. Według mnie najistotniejsze w tym wszystkim jest to, że pomimo upływu czasu, nadal potrafimy ze sobą rozmawiać. W ten sposób unikamy wielu kłótni. Jest cudownie. Jest jak na początku. Motylki w brzuchu i te sprawy:)Oczy pełne miłości są czymś bezcennym. Nie wiem, co będzie za miesiąc, ale w tym momencie z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Przynajmniej to, związek z J-em, jest czymś, co naprawdę mi się w życiu udało, z czego mogę być dumna. I nieważne, że niektórzy twierdzą, że wszystko się kiedyś kończy. Ważne są jedynie te chwile, kiedy człowiek chce oddychać za drugą osobę...
2005-10-17 22:05:00 skomentuj (5)




W drodze do zrozumienia...

Czasami mam ochotę wyciągnąć jakiś stary zeszyt i zacząć wlewać do niego wszystko, co we mnie siedzi. Cały ogrom sytuacji, które wydarzyły się w ciągu ostatnich miesięcy chciałabym przelać na papier, jednak coś mnie powstrzymuje. Kiedyś było inaczej. Kiedyś lubiłam pisać, lubiłam po latach do tego wracać. Teraz staram się łapać każdą chwilę, ściskać ją w pamięci i jak najdłużej pamiętać każdy najdrobniejszy szczegół. Kiedy chcę ubrać moje wspomnienia w słowa, nagle okazuje się, że brakuje odpowiednich wyrazów, że każda próba wydaje się zbyt infantylna i bezsensowna. Niektórych rzeczy nie można ot tak po prostu opisać. Kiedyś potrafiłam. Dziś..? Dziś jestem chyba egositką. Wszystko zatrzymuję w sobie, nie dzieląc się nawet z głupim zeszytem, by w miarę upływu czasu systematycznie wpadać w panikę, że drobne szczegóły umknęły mi gdzieś po drodze.. A może niektórych spraw wolę nie pamiętać? Czas leczy rany, ale nie potrafi ich zabliźnić. Drzazga, która wdarła się w palec, sama nie zniknie. Czasami wystarczy jej pomóc, a czasami człowiek sam skazuje się na życie z zadrą, bo nie chce, z niewiadmych powodów, ani jej usunąć ani o niej zapomnieć.

Jestem jak bomba zegarowa.. Nikt nie wie, kiedy wybuchnę. Zazwyczaj następuje to w najmniej oczekiwanym momencie. Potem łzy, wyrzuty sumienia, strach. W obronie tego, w co wierzę też nie zawsze wychodzę bez szwanku. Często przesadzam, wyolbrzymiam, bagatelizuję, wmawiam. To dziwne, w jaki sposób człowiek potrafi odbierać otaczającą go rzeczywistość. Ból w sercu jest niesamowicie rozdzierający. Zadziwiające jak człowiek sam wyszukuje powody do zagrzebania się żywcem, do zabicia w sobie resztek nadzieji.

Dziś choć jedna sprawa się ułożyła. Jedna z tych, bez których nie mogłabym budować fundamentów wiary w ludzi...
2005-08-03 14:26:06 skomentuj (3)




Chciałabym...


..., żeby wspomnienie o mnie zawsze wywoływało uśmiech na Twojej buzi..
..., żeby było więcej beztroskich chwil, w czasie których zapomninalibyśmy o szarej, wymagającej codzienności..
..., żebyś patrząc na mnie nie widział, tego co sama z przerażeniem oglądam..
..., żebyś dostał od życia tyle, na ile zasługujesz, a nie tyle, ile sam z trudem osiągasz..
..., żebyś za miesiąc kochał mnie jeszcze mocniej...

Nie tylko Ty boisz się mojego wyjazdu...
2005-08-03 13:58:21 skomentuj (0)




Powaliło moje najśmielsze marzenie...

Katowice 12.05.2005r.


Drogi/Droga

Magda G.


Z przyjemnością zawiadamiamy, że zostałeś laureatem XV Ogólnopolskiego Przeglądu Twórczości Dzieci i Młodzieży "Kacze Pióro".
Zapraszamy Cię na imprezę finałową Przeglądu w dniu 10 czerwca o godzinie 15 00 do sali teatralnej Pałacu Młodzieży w Katowicach.
(...)

Z pozdrowieniami.

V-CE DYREKTOR
Pałacu Młodzieży w Katowicach
mgr Ewa Trzcińska


Nie mogę w to uwierzyć.. Z niedowierzaniem zadzwoniłam do mamy, która jest obecnie z babcią w sanatorium, z głupim pytaniem, czy laureat to I miejsce. Po prostu nie mogłam uwierzyć. Płakałam jak dziecko.. Doceniono mnie. Doceniono tak naprawdę. Płakałam w słuchawkę, a mama i babcia ze mną. "Jesteśmy z ciebie tak dumne"- usłyszałam i nadal czuję, że moje oczy wilgotnieją na samą myśl o sukcesie. MOIM SUKCESIE.. takim prawdziwym. Wiele rzeczy robi się dla innych, bo tego oczekują. Tak naprawdę wiele rzeczy, które osiągamy są sukcesem ludzi, którzy kierowali nas w tamtą stronę.. Tym razem jest inaczej. Co roku brałam udział w szkolnym konkursie prozy. 2 razy z 3 zdobywałam I miejsce. Byłam szczęśliwa. Wychodząc po nagrody tłumiłam łzy. To, co opisałam w pracach jest tylko MOJE. Zrobiłam to dla siebie, a teraz.. A teraz doceniono mnie jak nigdy dotąd.. Nie potrafię wyrazić tego, co w tym momencie czuję, a patrząc na list z Katowic, wzruszam się na nowo..
2005-05-20 16:28:32 skomentuj (3)




Ponadczasowa miłość

Ostatnio, w dosyć nietypowej sytuacji, naszły mnie refleksje, które trwają już kilka dni.. Otóż po raz drugi w ciągu ostatnich kilku lat spotkałam dziewczynę, o rok ode mnie starszą, którą kiedyś niepotrzebnie nazywałam 'przyjaciółką'. Niecałe pół roku temu spotkałam ją na ulicy. Zupełnie jej nie poznałam. Jak zwykle szłam zamyślona, nie zwracając uwagi na to, co działo się wokół mnie. Powrót do rzeczywistości zaserowało mi jej przywitanie. "Cześć, Magda"- usłyszałam. Podniosłam wzrok, wpatrując się w nietypowo umalowaną twarz A., której nie widziałam przez dobrych kilka lat.
-Ooo..Cześć. Zupełnie cię nie poznałam. Co słychać?- zaczęłam nieco niepewnie, spoglądając nieśmiało na wózek z malutkim dzieckiem.
-A nic ciekawego. A u ciebie? Nadal z tym chłopakiem?.
-???
-Ze 2 miesiące temu widziałam cię z chłopakiem.
-Yyy.. Nie. Już z nim nie jestem.
Po, na szczęście, krótko trwającej rozmowie, odeszłam pospiesznym krokiem. O mały włos, a zaczęłoby mnie telepać. Byłam w szoku. A. wyglądała jak nieumiejętnie umalowana przekupka z dzieckiem. W mojej głowie szumiały różne myśli. Zastanawiałam się, czy ojciec dziecka jest przy niej, czy ulotnił się już dawno temu. Chyba raczej to drugie, bo kiedyś coś mi się obiło o uszy, ale nie uwierzyłam, wierząc, że "chyba wpadła"- to tylko plotka. Jak to zazwyczaj bywa, zaczęłam zastanawiać się, co sama bym zrobiła w takiej sytuacji. Przecież dla niej tak naprawdę skończyło się życie nastolatki. Przy fakcie, że A. nie jest z osób 'dojrzałych jak na swój wiek', długo myślałam, jak sobie radzi. Trudno opisać to, co się we mnie działo w tamtym momencie. Przez całą naszą rozmowę się uśmiechała. Ale czy to aby nie było sztuczne..? Czy naprawdę jest tak szczęśliwa, na jaką wygląda? Nie oceniam jej. Takie sytuacje zdarzają się codziennie. Tyle że.. Poczułam się nieswojo. Nie wiem, czy po prostu zrobiło mi się jej żal czy może za mocno wczułam się w jej sytuację. Kilka dni temu spotkałam ją ponownie. Ten sam szok. W tym momencie zaczęłam myśleć o moich pragnieniach, planach na życie. Pierwsze co przyszło mi do głowy i o czym ostatnimi czasy myślę, może częściej niż bym chciała, to to, że chciałabym się zakochać z wzajemnością w facecie, za którego wyjdę- heh.. oklepane. Ale nie w tym momencie zaczyna się moje marzenie. Początek jest w latach późnej starości, kiedy pomimo upływu lat, nadal patrzymy na siebie z zachwytem.. z miłością.. Kiedy ten 60, 70, czy 80-letni staruszek nadal ma do mnie szacunek i nadal jestem JEGO NAJWSPANIALSZĄ, NAJPIĘKNIEJSZĄ kobietą.. Obserwując różne małżeństwa, moje marzenia wydają się utopią nie mającą racji bytu. Ale przecież nie tylko w filmach istnieje ponadczasowa miłość. Przecież zdarzają się cudowne przypadki miłości i szacunku do siebie do grobowej deski.. Na samo wyobrażenie takiej historii wzruszam się bardziej niż bym chciała.. Może jestem zbyt sentymentalna, może zbyt naiwna, ale chyba nie pozostaje mi nic innego jak marzenie, że małżeństwo z moim przyszłym mężem będzie właśnie tym przypadkiem 1 na 1000 000...
2005-04-11 18:40:39 skomentuj (4)






::Przeszłość::
2006
wrzesień
sierpień
2005
październik
sierpień
maj
kwiecień
2004
listopad
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień


_Blind_ Design 2oo3
LP-Fans super stronka o Linkin Park